poniedziałek, 15 lutego 2010

Masło maślane masłem polane....

Sorry, że tak długo nie pisałam. Od Wigilijki w sumie :( Z jednej strony to był strajk (bo nikt nie czyta bloga), a z drugiej uczyłam się do konkursu z anglika. O Wigilii już za dużo nie napiszę, może tylko tyle, że była bardzo... Ekhm... Nietypowa ;) Uczeń odpowiedzialny za kolędy (tak Kuba o Tobie mówię) chyba pomylił sobie uroczystości... Bo te kolędy to normalne nie były. Chyba, że przegapiłam moment, kiedy do zbioru kolęd doszła piosenka "(...) 4 razy po 2 razy, 8 razy raz po raz... itd." Ogólnie przez całą Wigilię brzmiały słowa pięknej kolędy "(...) będę brał Cię... itd." Poza tym było spoko. Ee... Wróć! Cofnij! okops ołyb myt azop. Dobra. Oto poprawna wersja zdania: Poza tym było spoko, kiedy Pani nie wychodziła :) Bo kiedy wychodziła chłopcy... "LEKKO" świrowali.
TEATR

Było nieźle :) Na początku jakiś chłopak (nie wiadomo z jakiej szkoły) zaczął krzyczeć i śmiać się, gdy na scenę wyszli artyści pokazujący sceny z teatru ze starożytnego Rzymu. Pani Gąsior - wychowawczyni klasy 5A - wychyliła się przez balkon (siedzieliśmy na balkonie) i krzyknęła, żeby go wyprowadzić z sali itp. Zaczął uciekać, a ochrona pobiegła za nim... Okazało się, że to było zamierzone i ten chłopak był aktorem :) Spektakl pokazywał historię chłopca, który przeszkadzał w teatrze i przeniósł się w czasie mniej więcej sto, dwieście lat wstecz. Do teatru oczywiście. Nie mógł stamtąd wyjść. Na początku robił kawały pracownikom teatru, którzy go nie widzieli, ale szybko mu się to znudziło. Widziały go natomiast pacynki. Musiał pomóc ukochanej Arlekina - Colombinie - wydostać się z walizki podróżnej kierownika teatru, ponieważ tylko ona miała klucz do drzwi, dzięki któremu chłopiec mógł wrócć do domu. Podczas szukania kluczy chłopiec podsłuchał rozmowę kierownika i scenografa rozmawiających o chorobie chłopca mającego wystąpić w sztuce, dzięki której nie trzeba by było zamykać teatru. Bohaterowi zaczęło zależeć na teatrze, więc włożył magiczne wdzianko, dzięki któremu był widzialny dla wszystkich i uprosił kierownika, że by mógł wystąpić w sztuce. Kierownik po dłuższym marudzeniu zgodził się, dał chłopcu klucze, gdy ten go poprosił i tym sposobem uwolnił Colombinę, wrócił do domu, uratował teatr i zmienił swoje zdanie na temat tego miejsca. Całość niezła, można się było pośmiać. Najlepszy był początek, ale było też kilka fajnych tekstów jak np.
  1. Chłopiec mówi do Arlekina:
    " (...) Ty TurboDymoMenie ty" rozległy się wtedy krzyki, że TurboDymoMen się skończył i że teraz jest SuperEs
2. Arlekin poszedł otworzyć Colombinę i wrócił z pękiem kluczy w ręku krzycząc "To ten klucz! przekręca się w zamku!"na to chłopiec go pyta, czy ja uwolnił. Pajac ze zdezorientowaną miną nie odpowiada, po czym uśmiecha się przepraszająco i biegnie ją otworzyć.

Ogólnie było całkiem, całkiem.