Wstajemy na śniadanie. Potem komisja czystości i apel. Wyjeżdżamy. Ja z Olą pisałyśmy piosenkę dla naszego pokoju, a Dominika pisała swoją. W końcu dojechaliśmy. Najpierw do domu rodzinnego papieża Polaka. To było kilka pomieszczeń ze zdjęciami Jana Pawła II i czasem meblami, jak np. kołyska, czy piecyk. W jednym pomieszczeniu na końcu była miniaturka całego domu i było opisane kto gdzie mieszkał. Potem cudem dopchaliśmy się do wyjścia i na obiecane kremówki papieskie. Ale wcześniej byliśmy w kościele, gdzie był chrzczony nasz Jan Paweł Wielki. Kremówki były wręcz ogromne.
Potem do autobusu. I jedziemy! Inwałd czeka! Nie jechaliśmy długo. Tu też musieliśmy trochę czekać, ale było warto. Najpierw chodziliśmy z przewodnikiem. Tu też było ciężko się dopchać, ale za każdym razem jakoś mi się udawało. Później już bez przewodnika oglądaliśmy nasze polskie zabytki. Bez wsiadania do autobusu obeszliśmy naszą ojczyznę w kilka minut. Potem dostaliśmy bilety i można było iść gdzie kto chce. Był tam mały lunapark, ale "Viking" czy Diabelski Młyn były od 12 lat. Ja poszłam w takim razie do kina 4D. Było świetnie! Niby film o żółwiku (chociaż był słodki), ale kiedy woda na ciebie tryska, ruszają Ci się fotele i coś niezidentyfikowanego uderza Cię w stopy to jest naprawdę świetnie. Niczego innego wam nie opiszę, bo na niczym innym nie byłam :D Nie wykorzystałam żadnego z tych biletów, bo na "Vikingu" było za mało nauczycieli, a za dużo dzieciaków, Diabelski Młyn został zamknięty, a Autka oblężone przez czwartaków z Boguchwały. No nic, bywa, ale pan Palimąka wykazał się i wpadł na pomysł, aby resztę dzieciaków zabrać do robienia zdjęć. Cyknęłam fotkę każdemu zabytkowi oprócz tych z Polski (im wolę zrobić zdjęcia na żywo). Tylko stamtąd nie mam żadnej pamiątki, ale mam masę zdjęć, to wystarczy. Wracamy do "domu". Strasznie się denerwuję, bo zaraz komisja czystości, a my mamy taki bałagan, że hej! Uff... Na szczęście się udało. 5 pkt! Zeszłyśmy na dół, bo pan gwiżdże na apel. Schodzimy na dół po Oktawię, Gabę i Gośkę z Zuzką i zastałyśmy je zapłakane! Okazało się, że dostały 1 pkt, bo miały bałagan na łóżkach, dlaczego? Bo pani kazała się powoli pakować. A chłopaki się z nich wyśmiewali. Na szczęście pani powiedziała, że dzisiejsze oceny są nieważne. I dyskoteka! Mhm. Dziś trzeba się porządnie wytańczyć. Ale najpierw konkurs piosenki. Nasza brzmiała tak:
"Tutaj w Rabce jest wesoło,
Nie kończ się Zielona Szkoło.
Co dzień nowe są atrakcje,
Tu czujemy już wakacje.
Chociaż wracać szybko trzeba,
Zabierzemy stąd kawałek nieba.
W domu wszystkich powitamy,
Wszystko im poopowiadamy.
O zabawie w Rabko-landzie,
O parku miniatur w Inwałdzie.
W Wadowicach pięknym mieście,
Zajadaliśmy słodki krem w cieście.
Żegnaj już Zielona Szkoło,
Było bardzo nam wesoło.
Ale jednak wyjeżdżamy,
I gorąco Cię żegnamy."
No i Domcia tańczyła, bo jako jedyna nie nauczyła się piosenki. Później rozdanie nagród. Marlena i Natalia zachowywały się co najmniej dziwnie. Pani nie skończyła mówić pokój siedemnaście, a one wybiegały już na siedem...... Ja dostałam tylko pamiętnik (to dostały wszystkie dziewczyny) i długopisy za wywieszkę "Śpiochy pospolite". Potem znów dyskoteka. Tańczyliśmy do wpół do 12 chyba. Albo wpół do 11.
DOBRANOC!!!
PA PA!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
niedziela, 7 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz